Pod pisanką jest słońce
czyli Jare Gody nigdy nie umarły!
Pamiętam, jak jako dziecko siedziałam przy stole w Wielki Piątek albo Wielką Sobotę (czy jako niewierząca powinnam to pisać z wielkiej litery, jest polonista na sali?) i razem z tatą barwiłam jajka łupinami cebuli. Moja babcia robiła to samo, jej babcia pewnie też. Nigdy nie pytałam dlaczego, robiło się tak, bo się tak robiło. Wielkanoc. Tradycja. Tak trzeba.
Dopiero znacznie później zadałam sobie pytanie: skąd właściwie pochodzi ta tradycja? I nie mówię o odpowiedzi w stylu „no, bo Chrystus zmartwychwstał i jajko symbolizuje grób”. Mówię o tym, co było przed tym wyjaśnieniem. Co było, zanim ktoś przykleił do jajka teologię?
Odpowiedź (i opowieść) jest fascynująca. 🖤 A do czytania łap playlistę!
Wielkanoc jest stara. Starsza niż myślisz
Nie chodzi o to, że chrześcijaństwo „ukradło” pogańskie święto. Chociaż może trochę? Rzeczywistość jest ciekawsza i bardziej złożona niż popularne memy w stylu „Easter pochodzi od Isztar” (nie pochodzi, to lingwistyczny nonsens na bazie tego co się dowiedziałam, za chwilę do tego wrócę). Chodzi o coś, co antropolodzy nazywają synkretyzmem: proces, w którym nowe systemy wierzeń nie wymazują starych, lecz je wchłaniają, nadpisują czy adaptują.
Wielkanoc jest tego procesem podręcznikowym! Pod chrześcijańską warstwą znaczeń leży warstwa słowiańska, pod nią indoeuropejska, pod nią agrarna logika ludzi, którzy przeżyli kolejną zimę i musieli jakoś przeprosić się z ziemią, żeby ta znów zaczęła rodzić.
Zacznijmy od prawie początku. Od Jarych Godów.
Jare Gody: słowiański nowy rok
Prasłowiański rdzeń jar- oznaczał siłę, witalność, surowość, młodość. Stąd „jary”, silny, pełen życia. Stąd Jaryło, słowiańskie bóstwo wiosny i płodności. Stąd „jare” w nazwie święta: Jare Gody, Jare Święto, obchodzone w okolicach równonocy wiosennej, czyli około 20-21 marca.
Koniec zimy. Moment, w którym wspólnota musiała wykonać szereg rytualnych działań, żeby kolejny rok był urodzajny, żeby nie paść z głodu przed następną zimą.
Dlaczego nie ma o tym w podręcznikach szkolnych? Bo Słowianie nie mieli pisma przed chrystianizacją. Wszystko, co wiemy o ich wierzeniach, pochodzi albo z obserwacji zewnętrznych, kronikarzy niemieckich i łacińskich, którzy opisywali to, co widzieli, przez filtr własnej kultury, albo z dokumentów kościelnych zakazujących konkretnych praktyk. Zakazy synodalne to, paradoksalnie, jedne z najcenniejszych źródeł wiedzy o tym, co Słowianie robili. Kościół zakazywał tego, co istniało.
Marzanna: bogini, której synod zabronił
Około roku 1420 synod poznański wydał statut. Biskup Andrzej zakazał w nim wprost: nie pozwalajcie na przesądny zwyczaj niedzielny, nie dopuszczajcie noszenia figury, którą nazywają Śmiercią, i topienia jej w kałużach.
Figura zwana Śmiercią. Topienie. Koniec zimy. Marzanna.
Marzanna (Morana, Morena, Śmiercicha, nazwy różnią się regionalnie) to słowiańska personifikacja zimy, śmierci i zastoju. Kukła ze słomy, owinięta białym płótnem, wynoszona poza granice wsi i niszczona, topiona w rzece albo palona. Z formalizowanym zakazem oglądania się za siebie podczas powrotu, bo kontakt z odchodzącym bóstwem śmierci mógł sprowadzić nieszczęście.
Etymologia jest pewna: prasłowiańskie morъ to „śmierć”, „zaraza”, ten sam rdzeń co w łacińskim mors, litewskim maras. Długosz w Annales z około 1480 roku utożsamia Marzannę z Cererą, to typowa dla kronikarzy tamtej epoki interpretatio Romana, czyli tłumaczenie obcych bóstw przez analogie do bogów rzymskich. Metodologicznie wątpliwe, ale przynajmniej świadczy o tym, że praktyki były wystarczająco żywe, żeby kronikarz w ogóle je opisywał.
Marzanna przeżyła wieki zakazów. Do dziś w Polsce, Czechach, na Słowacji i Morawach dzieci topią słomianą kukłę na początku wiosny. Rytuał odżył bez żadnej centralnej organizacji, wyłącznie siłą tradycji i dziecięcej radości z niszczenia czegoś w kontrolowanych warunkach.
Jaryło: bóstwo, które wiemy że istniało z jednego konkretnego powodu
Przy Marzannie sprawa jest stosunkowo prosta: mamy zakazy, mamy opis Długosza, mamy żywą tradycję. Przy Jaryłem jest ciekawiej, bo mamy coś rzadkiego w kontekście słowiańskiej mitologii, bezpośrednie poświadczenie historyczne!
Żywoty Ottona z Bambergu z XII wieku, konkretnie Vita Ottonis Ebona (ok. 1151) i Dialogus de vita Ottonis Herborda (1158-1159), dokumentują kult Gerovita/Herovita (identyfikowanego z Jarowitem) w świątyniach na dzisiejszym terenie północnych Niemiec. Herbord porównał go do rzymskiego Marsa. Świątynia zawierała złotą tarczę sakralną, nietykalną poza czasem wojny. Święto obchodzono w połowie marca przy wiosennym przebudzeniu przyrody. Zapis z epoki, przez kogoś, kto widział albo rozmawiał z ludźmi, którzy widzieli.
Etymologia potwierdza: prasłowiański rdzeń jarъ, z praindoeuropejskiego yeh₁r-, oznaczał wiosnę i młodzieńczą siłę. W XVIII wieku w okolicach Woroneża duchowieństwo prawosławne jeszcze tępiło ludowe święto ku czci Jariły. Do XIX wieku na Ukrainie, Białorusi i Bałkanach przetrwały obrzędy „Jarilo” i „Zeleni Juraj” (Zielony Jerzy), znaczące, że schrystianizowana wersja przyczepiła się do św. Jerzego, bo data jego wspomnienia (23 kwietnia) wypadała blisko wiosennych obrzędów.
Pisanki: dowód z wykopalisk
Wróćmy do jajek barwionych łupinami cebuli.
W latach 30. XX wieku, a potem po wojnie, na grodzie piastowskim Ostrówek w Opolu odkryto pisanki datowane na przełom X i XIII wieku. Ceramiczne modele jaj zdobione techniką batikową, techniką woskową, w zieleni, żółci i brązu. Znalezione na głębokości kilku metrów. Przechowywane do dziś w Muzeum Śląska Opolskiego.
Wielkanocne ozdoby? Nie! To jest okres, kiedy chrystianizacja ziem polskich była świeża, wciąż niepewna, a stare praktyki istniały równolegle z nowymi.
Wczesnośredniowieczne pisanki znaleziono też w Gnieźnie, Wrocławiu, Gieczu, Poznaniu. Zofia Hilczerówna w 1950 roku opublikowała w Przeglądzie Archeologicznym mapę dystrybucji tych znalezisk, wskazując na produkcję seryjną w Kijowie od X do XIII wieku i handel wzdłuż szlaków Słowiańszczyzny.
Jajko jako symbol początku, kosmosu i siły witalnej pojawia się na długo przed Słowianami: zdobione jajka strusie w grobach sumeryjskich sprzed 5000 lat, malowane jaja w kontekście rytualnym w starożytnym Egipcie, Persji i Grecji. Najstarsze udokumentowane chrześcijańskie jajka wielkanocne to rachunki dworu Edwarda I z 1290 roku, 18 pensów za 450 jaj do pomalowania lub pokrycia złotem.
Jajko nie jest wynalazkiem Wielkanocy. Wielkanoc jest jego kolejnym użytkownikiem.
Śmigus-dyngus: zakaz z 1410 roku i co z niego wynika
„Dingus prohibeatur”, tak brzmi edykt z archidiecezji poznańskiej z około 1410 roku: zabrońcie, aby w drugi i trzeci dzień Wielkanocy mężczyźni nie nastawali na kobiety o jajka i inne dary, co pospolicie dyngusem zowią... albo wciąganie do wody.
Pierwotnie śmigus i dyngus były odrębnymi zwyczajami. Śmigus to bicie świeżymi witkami wierzbowymi i oblewanie wodą. Dyngus to dawanie pisanek i jedzenia jako „okup” od tego losu. Połączyły się z czasem w jeden zwyczaj.
Wierzba jest kluczem do rozumienia logiki tego rytuału. Była jednym z pierwszych drzew budzących się po zimie, symbolem niezniszczalnej witalności. Rytualny kontakt z wierzbą miał przekazać jej energię człowiekowi. Oblanie wodą, które dziś wygląda na zabawę dla dzieci, miało w przedchrześcijańskiej logice sens: woda wiosną to oczyszczenie z zimowego „brudu”, chorób, uśpienia, złych mocy, i błogosławieństwo płodności.
Nieoblana dziewczyna uchodziła za pozbawioną powodzenia i perspektyw na zamążpójście. Logika magiczna, nie moralna.
Kościół zakazywał tego przez wieki. Nie udało mu się wytępić. W końcu nadał praktyce nową interpretację: odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Stara forma, nowe znaczenie. Synkretyzm w czystej postaci!
Eostre: jedyne starożytne źródło
W 725 roku mnich Beda Czcigodny napisał w De Temporum Ratione coś, co do dziś budzi kontrowersje. Opisał anglosaski miesiąc Eosturmonath, kwiecień, i wyjaśnił, że jego nazwa pochodzi od bogini Eostre, na której cześć obchodzono w tym czasie świętowania. Chrześcijanie, pisał, przejęli nazwę miesiąca dla swojego paschalnego święta.
To jedyne starożytne źródło wymieniające boginię Eostre.
Przez długi czas sceptycy twierdzili, że Beda ją wymyślił. Argument brzmiał: dlaczego mielibyśmy wierzyć jednemu mnichowi piszącemu dwa pokolenia po faktach? Ale w 1958 roku koło Morken-Harff w Nadrenii odkryto ponad 150 rzymsko-germańskich inskrypcji wotywnych z II-III wieku n.e., dedykowanych boginiom-matkom zwanym Matronae Austriahenae. Pierwszy element Austri- jest etymologicznie pokrewny z anglosaskim Eostre, oba wywodzą się z protogermańskiego rdzenia oznaczającego „wschód”.
Filolog Philip Shaw w monografii z 2011 roku argumentował, że Eostre była prawdopodobnie realną, ale lokalną boginią związaną ze wschodnią częścią Kentu, nie pangermańskim bóstwem jutrzenki, jak chciała romantyczna rekonstrukcja XIX-wieczna.
Osobna sprawa: Ostara nie istnieje w żadnym średniowiecznym źródle. To rekonstrukcja Jacoba Grimma z Deutsche Mythologie z 1835 roku, oparta na Bedzie i staro-wysoko-niemieckim ôstarâ, które we wszystkich poświadczonych tekstach oznacza chrześcijańską Wielkanoc, nie pogańską boginię. Współczesne neopogańskie święto „Ostara” zostało nazwane w 1974 roku przez wiccańskiego praktyka Aidana Kelly’ego. Popularna kultura często miesza Eostre (realne, słabo poświadczone bóstwo) z Ostarą (XIX/XX-wieczna rekonstrukcja) i z Isztar (kompletnie inne słowo, inna kultura, inna część świata).
Dlaczego większość języków mówi „Pascha”, a nie „Easter”?
W zdecydowanej większości języków europejskich nazwa Wielkanocy pochodzi od hebrajskiego Pesach przez greckie i łacińskie Pascha, włoskie Pasqua, francuskie Pâques, hiszpańskie Pascua, duńskie påske, walijskie Pasg. Nawet węgierskie Húsvét („wzięcie mięsa”, czyli koniec postu) jest zupełnie niezależne.
Tylko w dwóch językach germańskich, angielskim (Easter) i niemieckim (Ostern), funkcjonuje inny rdzeń, wiązany z Eostre/Ostarą. Nnie jest to dominująca tradycja, lecz regionalny wyjątek w morzu Paschalnych nazw.
Polskie „Wielkanoc” nie pochodzi ani od Pesach, ani od Eostre. Oznacza dosłownie „wielką noc”, Noc Wigilii Paschalnej, najważniejszej liturgii roku, odprawianej w ciemnościach Wielkiej Soboty. To w pełni chrześcijańska nazwa, choć, co typowe dla synkretyzmu, osadzona w czasie dawnych obrzędów wiosennych.
Kościół zakazywał. A potem wchłaniał.
Jest pewien wzorzec, który powtarza się w historii chrystianizacji Europy, może już zauważył_ś.
Najpierw zakazy. Synod poznański w 1420 roku zakazuje topienia Marzanny, dyngusowania, nocnych tańców w wigilie świętych. To działanie przeciwko praktykom, które kościelnym władcom przeszkadzały właśnie dlatego, że były żywe i powszechne.
Potem inkorporacja. Wierzba, którą smagano się w ramach wiosennego rytuału witalności, staje się palmą wielkanocną i pamiątką wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Ogień, który przez wieki rozniecano na wiosnę z powodów, które Kościół określał jako pogańskie, w IX wieku zostaje włączony do liturgii Wigilii Paschalnej jako „nowy ogień”, symbol zmartwychwstania Chrystusa wykrzesanego z kamienia. Jajko, symbol słoneczny i kosmiczny zarodek, staje się obrazem grobu i zmartwychwstania. Woda, którą oblewano się w ramach wiosennego rytuału oczyszczenia, staje się odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych.
Stare formy, nowe znaczenia. Sprawne zarządzanie kulturą, rozumienie, że nie można wymazać tego, co ludzie czują w kościach od pokoleń.
Co faktycznie wiemy, a czego nie?
Mam tu pewien obowiązek wobec Ciebie jako czytelni_.
Słowiańskie źródła pierwotne nie istnieją, Słowianie nie mieli pisma przed chrystianizacją. Wszystko, co wiemy o ich wierzeniach, pochodzi z obserwacji zewnętrznych lub dokumentów pochrystianizacyjnych. Niektóre popularne rekonstrukcje, jak rozbudowany mit kosmiczny o Jarile i Moranie, ich symbolicznym małżeństwie i śmierci przy żniwach, to prace naukowe oparte na analizie porównawczej folkloru i etymologii. Fascynujące i prawdopodobne, ale nie poświadczone w jednym tekście z epoki.
Jest też problem z fałszerstwami. Rękopis Mater Verborum z XIII wieku, który przez długi czas służył jako „dowód” na konkretne słowiańskie bóstwa, zawiera glosy dodane w XIX wieku przez czeskiego patriotę Václava Hankę. Zidentyfikowano to w 1877 roku. Brodský opisał mechanizm fałszerstwa w 2012 roku. Część popularnych argumentów o „udokumentowanych słowiańskich bogach” opiera się właśnie na tym skażonym źródle.
Mówię o tym, dlatego że warstwowość tradycji jest bardziej fascynująca niż prosta narracja „pogaństwo zastąpione chrześcijaństwem”. Fakty są wystarczająco intrygujące bez upiększeń.
Jare Gody nigdy nie umarły
Wróćmy do stołu z Wielkiej Soboty i jajek barwionych łupinami cebuli.
Kiedy to robiłam z tatą, nikt z nas nie wiedział, że technika woskowego batiku na jajkach ma poświadczenie archeologiczne z X–XIII wieku. Że ta sama czynność, malowanie jajka jako symbolu siły witalnej i ochrony, była wykonywana przez kobiety na tych samych ziemiach tysiąc lat temu. I prawdopodobnie przez kobiety, które nie miały pojęcia o chrześcijańskiej symbolice zmartwychwstania, ale wiedziały, że wiosna wymaga rytuału.
Ciągłość podskórna. Rytmy, które przetrwały zakazy, chrystianizację, sekularyzację, dwie wojny i PRL. Które trwają nie dlatego, że ktoś zdecydował, że trwać będą, tylko dlatego, że są zsynchronizowane z czymś głębszym. Z biologicznym faktem wiosny. Z ulgą po zimie. Z potrzebą wspólnego świętowania, że znowu dało się przeżyć.
Pod pisanką jest słońce. Pod Wielkanocą są Jare Gody. Pod Jarymi Godami jest coś, czemu być może nigdy nie damy dobrej nazwy, jakaś archaiczna wdzięczność, że ziemia znowu się otwiera.
I co roku, kiedy gotujesz te jajka w łupinach cebuli, bierzesz udział w czymś, co jest znacznie starsze niż myślisz.
Jeśli ten tekst Cię wciągnął, a podejrzewam, że skoro dotarłaś/eś tutaj, to tak, to zapraszam do dyskusji w komentarzach. Skąd pochodzi Twoja wielkanocna tradycja, której pochodzenia nigdy nie pytałaś/eś? I czy po przeczytaniu tego chcesz wiedzieć więcej, czy wolisz, żeby tradycja pozostała miłą tajemnicą?


